środa, 28 września 2016

11. curatio


            Nie było żadnym zaskoczeniem, gdy wieczorem Harry opowiedział mi, że nie tylko nie wyciągnął wspomnienia od Slughorna, ale także rozzłościł go do tego stopnia, że profesor zaczął go zwyczajnie unikać.
            -Harry, mówiłam ci, ostrzegałam cię, że to zły pomysł…
            – Dzięki, Hermiono, właśnie tego potrzebowałem.

            Nie miałam tego dnia wieczoru na jakąkolwiek rozmowę z kimkolwiek. Nie rozmawiałam z Malfoyem od paru długich tygodni. Czułam się oszukana i wykorzystana. Od naszej ostatnie rozmowy w opuszczonej Sali, Draco ani razu nie pojawił się w Pokoju Życzeń. Zniknął również kociołek z przygotowanym eliksirem wielosokowym. Malfoy nie pojawiał się także na posiłkach, a na lekcjach sporadycznie. Zastanawiałam się, czemu nauczyciele nic z tym nie robią, jednak odnosiłam wrażenie, że nie wiem o jeszcze wielu sprawach, jakie działy się w Hogwarcie. Weźmy przykładowo pod lupę tajemnicze zniknięcie Samanthy. Uczniowie często o tym rozmawiali i każdy wiedział, że miało to związek z otruciem Katie. Na korytarzach dało się słyszeć różnego rodzaju hipotezy dotyczące tej podejrzanej sprawy. Jedna Puchonka  z czwartego roku wpadła nawet na pomysł, że Samantha musi być zaginioną córką Lupina i że zamieszkała w Zakazanym Lesie jako wilkołak. W głowie mi się nie mieściło, czego to ludzie nie wymyślą, by zwrócić na siebie uwagę.

            Położyłam się tej nocy wcześniej, jak zwykle wpatrując się pod kołdrą w Mapę Huncwotów. Wyjątkowo długo nie mogłam odnaleźć tej tajemniczej kropki. Dopiero po dobrych dwudziestu minutach odnalazłam i aż nie mogłam złapać tchu. Draco Malfoy stał przy bramie oddzielającą Hogwart od reszty świata wraz ze Snapem oraz… Samanthą Raven. Wpatrywałam się zaciekle w te trzy kropki przez kilkanaście minut. Zastanawiałam się, o co w tym wszystkim chodzi. Nawet nie zauważyłam, gdy po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Do uczucia wykorzystania i oszukania doszła jeszcze przejmująca zazdrość. Jak Gryfonka mogła stać z moim Draco? Myślałam, że w tym wszystkim jestem jedyna, że zostałam przez niego wybrana, że być może zaczęło mu na mnie zależeć? A tym czasem byłam naiwną idiotką z odrobinę większymi umiejętnościami magicznymi, zwykłą mugolaczką, która jest blisko Pottera i która na skinienie palcem zdradziła wszystko, czego trzymała się zawzięcie przez tyle lat w Hogwarcie. Jeszcze nigdy tak nienawidziłam siebie za głupotę. Zaczęłam marzyć, że jestem w domu, z daleka od magicznego świata, z moimi rodzicami, a moim największym problemem jest sprawdzian z tak mugolskich przedmiotów jak angielski czy algebra… Nienawidziłam Dumbledore’a, że prosił mnie o pomoc, o zdradzę Harry’ego. A przede wszystkim nienawidziłam Malfoya, jeszcze bardziej niż siebie samą. Nienawidziłam go za kłamstwa, za te ironiczne uśmiechy, szczere rozmowy, za ten pocałunek… Nie mogłam przestać płakać, a w tym wszystkim najgorsze było to, że tylko wmawiałam sobie, że płacz jest wywołany wyrzutami sumienia, ale w głębi duszy po prostu zdałam sobie sprawę, że gdyby teraz przyszedł prosić o pomoc, znowu zrobiłabym wszystko, o co tylko by mnie prosił. Tak po prostu. Ze zwykłej, niezaprzeczalnej miłości.
            Gdy zauważyłam, że Samantha znika wraz ze Snapem z pola Hogwartu, a Malfoy wraca do zamku, nie zastanawiałam się. Szybko otarłam łzy, które nadał rzewnie spływały. Nie przejmowałam się niczym. Wsunęłam różdżkę do tylnej kieszeni dresowych spodni. Nie miałam już peleryny Harry’ego, ale nie musiałam się ukrywać. Byłam w końcu prefektem i mogłam pojawiać się na korytarzu, dlatego nim się obejrzałam, wychodziłam już z pokoju wspólnego. Szłam w tylko jedno miejsce i nie obchodziło mnie, czy Malfoy tam przyjdzie tego dnia, za parę miesięcy czy lat. Wiedziałam, że będę czekać w Pokoju Życzeń choćby do końca życia.

            Przekroczyłam próg ogromnych drzwi i znowu ujrzałam to samo pomieszczenie, w którym tyle tygodni przesiedziałam wraz z Mafoyem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie to pojawiło się w mojej głowie, chyba działało to już intuicyjnie.

            Przysiadłam na jednym z krzeseł, podciągając kolana pod brodę i czując kolejne łzy w oczach. Nawet nie spodziewałam się Malfoya tej nocy, lecz oczywiście takie sprawy zawsze lubią płatać figle i zjawiać się niespodziewanie. Usłyszałam otwierające się drzwi, dlatego niemal od razu wyprostowałam się na krześle, a w moich dłoniach znalazła się nagle różdżka. Nie pamiętałam, kiedy ją wyjęłam, ale wiedziałam, co robić. Powoli wstałam i celując różdżką w Malfoya, stanęłam naprzeciwko niego.

            – Ej, spokojnie, Granger, to tylko ja – powiedział z tym swoim ironicznym uśmiechem. Wcale nie wydawał się zaskoczony moją obecnością, co tylko zwiększyło mój gniew. Musiał domyślać się, że często tu siedzę samotnie, żyjąc powoli wspomnieniami, a on najwyraźniej czerpał z tego satysfakcję.

             Wiem o tym, Malfoy.

            Dopiero po usłyszeniu mojego głosu, Malfoy przestał się uśmiechać i spojrzał z niepokojem nie na różdżkę, lecz na moją twarz. Niemal uwierzyłam w to zmartwienie wypisane na jego twarzy, w ten niepokój i smutek w oczach.

            – Co się stało, Hermiono? Dlaczego płakałaś? – poczułam, jak coś przewraca się w moim żołądku na dźwięk mojego imienia wychodzącego z jego ust. Z jego miękkich ust, których nadal pamiętałam smak. Moje imię tak pięknie brzmiało w intonacji jego głosu, że aż przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Draco zrobił kilka niepewnych kroków w moją stronę. Moja różdżka prawie dotknęła jego klatki piersiowej i mogłabym przysiąc, że słyszę bicie jego serca. A może to było moje serce?

            – Jesteś podłym kłamcą. Nienawidzę cię każdą częścią swojego ciała, Malfoy. Wykorzystałeś mnie do swoich podłych knowań. Myślałam, że jesteś inny, a tymczasem jesteś złym człowiekiem, zwykłym tchórzem i zdrajcą ludzkości. – Z moich ust wychodziły słowa z szybkością karabinu. Byłam wściekła na niego i na siebie, że z moich ust wychodziło łkanie, a na twarzy pojawiały się coraz to świeższe łzy. Miałam ochotę go zabić, a różdżka w mojej dłoni zaczęła niepokojąco się trząść. Spojrzałam w oczy Malfoya i dopiero wtedy ujrzałam coś, czego nie spodziewałam się dostrzec – łzy. Doprowadziłam do łez bezdusznego Draco Malfoya. Nie spływały mu one po policzkach, błąkały się gdzieś w oczach, jednak chłopak nie pozwolił, by wydostały się. Musiał czuć się wystarczająco poniżony. Nim się spostrzegłam, moja dłoń wystrzeliła i spoliczkowałam Malfoya. Ślizgon odwrócił twarz, a ja dostrzegłam na jego policzku czerwony ślad po uderzeniu.

            Jeśli sądziłam, że już bardziej nie będę w stanie płakać, to się myliłam. Zaczęłam osuwać się powoli na podłogę, czując się okropnie ze swoimi kłamstwami w stosunku do przyjaciół. Czy byłam lepsza od Malfoya? Ani trochę.

            Myślałam, że poczuję za chwilę podłogę pod kolanami, lecz chłopak złapał mnie za ramiona i przyciągnął do siebie. Próbowałam się początkowo wyrwać, jednak nie pozwolił mi na to. Jedną dłonią mocno mnie obejmował, chowając mi twarz w zagłębieniu swojej szyi, a drugą wysunął różdżkę z mojej dłoni, odrzucając ją na pobliski stolik. Objęłam go prędko w pasie, a Malfoy pozwolił mi płakać, płakać i płakać… Nie wiem, ile czasu mi to zajęło. Chyba całą wieczność, a on cały czas mnie obejmował, głaskał po włosach i uspokajał. Przez ten cały czas czułam tylko dzielące nas różnice. Różne domy, różne charaktery, różne przekonania, różne rodziny i domu, różne wychowanie. Przez te parę miesięcy, podczas których kilkakrotnie zaglądałam do jego głowy czy warzyłam dla niego eliksir wielosokowy, nigdy nie czułam tego, z czego zdałam sobie sprawę, gdy płakałam w jego koszulę – że jesteśmy jednością. Połączyły nas tajemnice, knowania, nocne spotkania i wbrew pozorom – ufaliśmy sobie. Zbyt dużo dzieliliśmy, by stracić do siebie to zaufanie. I owszem, nienawidziłam go z całego serca. Ale kochałam. Kochałam z całego serca.

            Po chwili przestałam się trząść, a Malfoy odsunął mnie na wyciągnięcie swoich ramion. Chyba pierwszy raz uśmiechał się do mnie zwyczajnie, odrobinę ze smutkiem, a nie ironicznie i z wyższością.

            – Przepraszam, że uderzyłam cię w twarz.

            – Nie pierwszy i nie ostatni raz – powiedział, po czym cicho parsknął śmiechem. Tak, znowu wracał ironiczny Malfoy. Jednak bardzo szybko spoważniał. – Dlaczego nazwałaś mnie, czekaj… Podłym kłamcą? – zapytał, unosząc jedną brew, a ja poczułam, że się rumienię. Nie mogłam mu nic powiedzieć o zazdrości. Niczego sobie nie obiecywaliśmy. Wiedziałam, że zachowałam się głupio. Ale niemniej jednak mogłam zadać zupełnie inne pytanie:

            – A dlaczego ty spotykasz się potajemnie z dziewczyną, która jest nazywana zaginioną? – Po wyrazie jego twarzy widziałam, że nie powinnam tego widzieć.

            – Hermiono, nie mogę ci powiedzieć. Przepraszam.

            Widziałam w jego twarzy coś, co podpowiadało mi, że naprawdę nie może. Nie wiedziałam dlaczego, ale musiało tak być.

            -Czy to ty skrzywdziłeś Katie Bell? – zapytałam, bojąc się odpowiedzi. Czułam, że Harry może mieć rację, że Malfoy może mieć naprawdę wypalony znak pod rękawem koszuli, na co spojrzałam intuicyjnie. Malfoy jak oparzony odsunął ręce ode mnie, a sam się odrobinę wycofał. Czasem był jak wystraszony ptak, który po prostu wypadł z gniazda i który potrzebuje małej pomocy, by móc znowu być wolnym; że naprawdę potrzebuje tylko małego popchnięcia, by nauczyć się latać.

            – Myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie.

            Wzięłam głęboki wdech, zamykając oczy. Nie, to nie może być prawda… Miałam wrażenie, że coś przebiło moje serce; że jakiś nóż przeszedł przez sam środek mojej duszy, rozcinając ją na małe kawałki. Wiedziałam, że nawet jeśli Malfoy nie ma wypalonego Mrocznego Znaku, to ma związek z Voldemortem.

            – Czy zamierzałeś skrzywdzić także mnie?

            Zanim usłyszałam tę jedną kluczową odpowiedź, miałam wrażenie, że zatrzymał się czas. Czy naprawdę za ścianami tego pomieszczenia mogło teraz rozgrywać się normalne życie?

            – Tak, Hermiono – wyszeptał Malfoy, a mi zwyczajnie zakręciło się w głowie. Nim się obejrzałam, za mną pojawił się fotel, więc opadłam na niego. Nie wiem, czy to ja o nim pomyślałam, czy Malfoy, nie myślałam wtedy o takich małostkowych sprawach. Draco przykucnął przy moich kolanach, patrząc na mnie z dołu.

            – Tak, Hermiono – powtórzył. – Miałaś być jedną z ofiar. Zaraz na początku roku. To tobie chciałem dać naszyjnik Katie Bell. Pragnąłem tego z całego serca. Nie liczyłem się z tym, czy naszyjnik dotrze do Dumbledore’a, czy zabije tylko ciebie. Nienawidziłem cię. Każda cząstka mnie nienawidziła ciebie i nie było to żadną tajemnicą. Byłem złym człowiekiem. Ale nie potrafiłem tego zrobić. Patrzyłem jak się śmiejesz z tym przygłupem  Weasleyem i Potterem i zwyczajnie nie potrafiłem. Przecież to byłoby takie proste, prawda? Patrzeć jak umierasz. Ale musisz mi zaufać, że tamtego Malfoya już nie ma, Hermiono, przysięgam ci… – Słuchałam tego z niedowierzaniem. Spuściłam tylko głowę i pozwalałam, by te słowa wpadały do moich uszu, raniąc moją duszę i serce. Łzy powoli skapywały na moje dłonie, a sama nie miałam odwagi spojrzeć na chłopaka. Ale pomimo tego, że wiedziałam, że Malfoy pragnął mojej śmierci, to czułam, że się zmienił. Coś mi podpowiadało, że musiało tak być. Zbyt wiele okazji miał, by mnie skrzywdzić. Nie mógł kłamać. Dlatego przytaknęłam głową, a Malfoy zwyczajnie odetchnął z ulgą.

            Podniosłam wzrok i spotkałam się nim z błękitnymi oczami chłopaka. Jego twarz powoli zbliżała się do mojej, a usta delikatnie musnęły moje. Poczułam jego dłonie na swoich i chwilę później stałam już w ramionach Malfoya. Całował mnie z pasją. Ten pocałunek był przepełniony rozpaczą, tajemnicą, tęsknotą, a w mojej głowie świtała myśl, czy w tym pocałunku nie ma również pożegnania.

            – Muszę zadać ci pytanie, Granger – wyszeptał w moje usta Malfoy, a ja tylko wymruczałam coś niezrozumiałego.

            – Czy jeśli poproszę cię, byś uciekła ze mną wiosną, zrobisz to? – Odsunęłam się powoli i spojrzałam pytająco na chłopaka.

            – Czemu miałabym to robić, Draco?

            Chłopak nieznacznie uśmiechnął się na dźwięk swojego imienia, jednak po chwili jego twarz ponownie przybrała poważnego wyrazu.

            – Po prostu mi odpowiedz.

            – Tak, myślę, że tak.

***

            Wracałam niespieszno do dormitorium. Była już chyba piąta rano, a ja nawet przez chwilę nie spałam. Niemal całą noc leżałam z Draco na niewielkiej pryczy i patrzyliśmy na zaczarowane niebo w Pokoju Życzeń, rozmawiając. Tak zwyczajnie. Malfoy opowiedział mi o swoich marzeniach, o dzieciństwie, o swoim psie z dzieciństwa, a nawet opowiadał mi jak bardzo się cieszył z pierwszego dnia w Hogwarcie. On również dużo słuchał. Nawet zainteresował się pracą dentysty, którą wykonywali moi rodzice, lecz w rezultacie uznał, że to obrzydliwe i zmienił temat.

            Z rozmarzoną i zamyśloną miną weszłam do pokoju wspólnego, gdzie wpadłam na Ginny. Uśmiechnęłam się w jej stronę przyjaźnie, jednak po wyrazie jej twarzy poczułam jak coś przewraca mi się w żołądku. Twarz Ginny była cała zaczerwieniona i w łzach. Patrzyła także na mnie z wściekłością; wyglądało na to, że mnie szukała.

            – Co się stało…? – zadałam pytanie z przerażeniem w głosie.

            – To Ron. Jest w skrzydle szpitalnym. Został otruty.
*******************
Tak, po roku wracam do Dramione. Potrzebowałam chyba pewnego rodzaju przerwy. Był długi moment, gdy nie mogłam patrzeć na tę historię. Czułam, że to pomyłka, a mój sposób pisania jest karygodny. Jednak dzisiaj nagle poczułam chęć dokończenia tej historii, a przeczytanie komentarzy od Was podziałało na mnie mega motywująco. Mam nadzieję, że jeszcze są osoby, które tutaj zaglądają, bo to właśnie rozdział z dedykacją dla Was, moi drodzy czytelnicy. Przepraszam Was ogromnie za taką przerwę. Obiecuję, że teraz rozdziały zaczną pojawiać się systematycznie, co najmniej jeden w miesiącu. Dokończę tę historię, daję Wam moje słowo.
Btw. Powoli zbliżamy się do końca pierwszej części, wohoo! Myślę, że rozłożę ją na piętnaście rozdziałów. Chyba domyślacie się, który moment zakończy tę część? ;-> Dajcie znać, jakie macie podejrzenia i liczę na jakieś komentarze!

Całuję,
Cave Inimicum

6 komentarzy:

  1. Jestem przeszczęśliwa! Skomentuję jak tylko znajdę chwilę, obiecuję <3

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest to, na co czekałam, od czasu do czasu wchodząc na tego bloga. Nowy, świetny rozdział. Jak ja uwielbiam Twój styl pisania. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciej niż za rok :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nowy rozdział! :D
    Skomentuje dłużej przy wolnej chwili.
    Ściskam mocno,
    HH

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam :) ciekawy rozdział i straszne zakończenie - czemu tak?? ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem Hermiona jest głupia - zamiast powiedzieć do Draco: albo Samantha, albo ja - to ta debilka udaje, że w ogóle nie ma tematu! I jeszcze wierzy w jakies debilne tajemnice i konieczność potajemnych spotkań z inną dziewczyną faceta, w którym jest zakochana! Głupia sroka. Od razu powinna powiedzieć gościowi: spadaj, Draco, nie chcę Cię widzieć NIGDY WIĘCEJ jako amanta. Jako znajomego czy sąsiada - OK, nie ma sprawy. Ale nie waż się nigdy więcej mnie całować bądź dotykać - bo od razu potraktuję Cię śmiertelnym zaklęciem. Ech, głupia, głupia... Co za idiotka z tej Hermiony, naprawdę. A draco też niezły w banerach...

    OdpowiedzUsuń
  6. LIST HERMIONY DO DRACO

    Dziękuję, Kochany
    Za ten ocet na moje rany
    Za te pocałunki twoje fałszywe
    I twe życie bardzo niegodziwe

    Dziekuje ci, zdrajco sumienia
    Że życie me w piekło się zmienia
    Że dzięki tobie wiszę na szubienicy
    Na życia granicy

    Czy za to mam cię kochać?
    Że dzieki tobie mogę szlochać?
    Że dzięki tobie przez lata płakałam
    Gdy szczęście swe kawałek po kawałku grzebałam?

    Idź precz, kutasie!
    Na swoje ogniste Basie
    I te inne zakłamane dziewczyny
    Którym wlewasz za kasę swoje płyny

    Jesteś podły niemiłosiernie
    Gdy zachowujesz się niewierne
    Gdy miłość wmawiasz kłamliwie
    Udając aniołka płaczliwie

    OdpowiedzUsuń